Sztuka spakowan(i)a
Podręczne notatki o rękoczynach i innych takich
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Nie czytaj!
Dzisiaj Światowy Dzień Książki (i Praw Autorskich), z tej więc okazji postanowiłam zamieścić filmik reklamowy stworzony przez MyWorks Studio na zlecenie Bibliocreatio i Biblioteki UW. Celem akcji jest zachęcenie(?) większej liczy Polaków do czytania – głównie poprzez krótki przekaz Nie czytaj! No bo jeszcze będziesz inteligentny albo rozwinie ci się wyobraźnia. Uważam, że pomysł jest świetny i idealnie wykorzystuje naszą narodową przekorę do robienia akurat tego, czego nam się właśnie zabrania.
środa, 18 kwietnia 2012
Acta est fabula 1975 - 2012
"To brutalna prawda: umierając, zostawiamy niedojedzone herbatniki, niezaparzoną kawę, napoczęte rolki papieru toaletowego i do połowy opróżnione kartony mleka, psujące się w lodówce. Przedmioty codziennego użytku przeżyją nas, dowodząc, że nie byliśmy gotowi do odejścia. Że nie byliśmy wystarczająco mądrzy, dość bystrzy, dostatecznie bohaterscy. Że byliśmy tylko zwierzętami, których zwierzęce ciała przestały pracować bez żadnego planu i bez naszej zgody." S.Hall
Pięknych snów Piotruś! Niech Ci tam będzie lepiej, niż było tutaj.
niedziela, 1 kwietnia 2012
Fool's Day

I must learn to love the fool in me--the one who feels too much, talks too much, takes too many chances, wins sometimes and loses often, lacks self-control, loves and hates, hurts and gets hurt, promises and breaks promises, laughs and cries. It alone protects me against that utterly self-controlled, masterful tyrant whom I also harbor and who would rob me of my human aliveness, humility, and dignity but for my Fool.
― Theodore I. Rubin
niedziela, 25 marca 2012
Książkowa niedziela XII

Tytuł: Puppy Love
Autor: Frauke Scheunemann
Wydawnictwo: Atlantic Books
Data wydania: luty 2012
Kolejna pozycja z serii chick-lit, książek lekkich, łatwych i przyjemnych, które czyta się równie szybko, jak szybko się o nich zapomina. Niemniej książka kupiona po to, żeby umilić mi dwa do trzech popołudni, spełniła swoją rolę. Przewidywalna do granic, niekiedy bardzo infantylna, najprawdopodowniej poprzez zastosowanie pierwszoosobowego narratora który jest jamnikiem. Dość niecodzienne.
Pies Herkules, który poprzez przygodę swojej mamy nie może pochwalić się pełnym rodowodem, zostaje oddany do schroniska, gdzie znajduje miłą panią – Caroline. Caroline początkowo wydaje się mieć szczęśliwe, uporządkowane życie, ale zarówno młody jamnik, jak i jego świeżo poznany przyjaciel kot Mr Beck, doprowadzają do nieoczekiwanego zwrotu w jej życiu. Cała książka jest dość zabawnym opisem komplikacji miłosnych ludzi widzianych z perspektywy psa. 6/10
niedziela, 18 marca 2012
Książkowa niedziela XI
Tytuł: The Great EscapeAutor: Fiona Gibson
Wydawnictwo: Avon
Data wydania: 16 lutego 2012
The Great Escape to kolejna pozycja chick-lit na mojej kindlowej liście książek za 99p. Kupiona w promocji, miała z zamierzenia być książką łatwą, lekką i przyjemną, która oprócz rozrywki, przy okazji pozwoli mi na poszerzenie słownictwa. Ot i tyle. Swoją rolę spełniła w 100%. Przeczytałam szybko, bo i historia opisana w książce jest mało skomplikowana i raczej przewidywalna. Bohaterkami powieści są trzy przyjaciółki Hannah, Sadie i Lou, które dzieliły mieszkanie w czasie studiów w Glasgow. Po ukończeniu uniwersytetu, każda poszła swoją drogą, przeprowadziła się do innego miasta, ale nadal pozostały w kontakcie. Kiedy Hannah postanawia wyjść za mąż, jej marzeniem jest hen-weekend z dwoma przyjaciółkami w Szkocji, w mieście, które dawno temu je złączyło. Po wielu trudach, przyjaciółkom udaje się wyjechać wspólnie na kilka dni i wyjazd ten staje się nowym początkiem dla każdej z nich.
W zasadzie nie mam zbyt wiele do napisania o tej książce, poza tym, że przyjemnie mi się ją czytało, chyba dlatego, że nie miałam wobec niej zbyt wygórowanych wymagań. Napisana prosto, ale ciekawie, jest zdecydowanym odpoczynkiem od codzienności. Książka w sam raz na długą podróż lub deszczowe popołudnie. 7/10
niedziela, 11 marca 2012
Książkowa niedziela X
Tytuł: Tysiąc wspaniałych słońcAutor: Khaled Hosseini
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 26 września 2008
Tysiąc wspaniałych słońc to drugą po Chłopcu z latawcem powieść Hosseiniego, którą miałam przyjemność przeczytać. Prawdziwą przyjemność, bo obie książki są niezwykłe. Smutne, poruszające niewygodne, ale ważne tematy. Tysiąc wspaniałych słońc to książka, opisująca blisko 30 lat życia dwóch Afganek, żyjących we współczesnym, targanym wojnami państwie islamskim. Jednak przemiany polityczne są w tym przypadku jedynie tłem dla opowieści o codziennym życiu – oczywiście naznaczonym biedą i lękiem, które zawsze towarzyszą człowiekowi w czasie wojen, ale nie to stanowi tutaj istotę prawdziwego cierpienia tych dwóch kobiet.
Pierwsza z nich Mariam, to córka bogatego i poważanego Dżalila i jego służącej – jest dzieckiem niechcianym, które okryło hańbą jej matkę, w związku z czym obie musiały zamieszkać w małej chatce w lesie, daleko od oczu innych ludzi. Mariam dorasta w poczuciu winy, ale i miłości do ojca, który jednak ją odrzuca jako bękarta w najbardziej krytycznym momencie jej życia. Wydaje ją za mąż, za dużo starszego od niej mężczyznę, byle tylko pozbyć się problemu, jaki nieślubna córka stanowi dla całej jego rodziny. Rasheed nie rozumie dramatu swojej młodej żony, uważa wręcz, że przytrafiło się jej największe z możliwych szczęście, że ktoś zechciał ją poślubić. Początkowo między małżonkami układa się, głównie dzięki uległości Mariam, ale kiedy okazuje się, że kobieta nie może mieć dzieci, Rasheed zamienia się w podłego tyrana. Potęgując cierpienia Mariam, pewnego dnia przyprowadza do domu młodą Lailę, która w wybuchu bomby straciła całą swoją rodzinę. Laila zgadza się go poślubić, tylko dlatego, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nosi w swym łonie dziecko innego - miłości jej życia, który wraz z rodziną ze względu na wojnę opuścił Afganistan i udał się do Pakistanu. W taki oto sposób pod jednym dachem zamieszkują dwie zupełnie odmienne kobiety, które łączy jedynie obrzydzenie do mężczyzny, którego poślubiły. Z biegiem czasu kobiety się zaprzyjaźniają, chociaż nie jest to łatwa przyjaźń. Na początku raczej solidarność uciśnionych, dopiero później przychodzi lojalność i oddanie. Tak wielkie, że prowadzi do niewyobrażalnego poświęcenia jednej, aby druga miała choć trochę lepsze życie.
Tysiąc wspaniałych słońc jest dla mnie kolejną książką, po którą sięgnęłam, aby choć trochę lepiej zrozumieć kulturę arabską. Dla mnie – Europejki z katolickiego kraju, trudno pojąć mentalność, w której kobieta jest uważana z człowieka drugiej kategorii. Niezdolną do samodzielnego decydowania o sobie i swoim życiu, której wszystkie działania w zasadzie od samego początku są warunkowane przez mężczyzn – najpierw ojca i braci, a później męża. W tym wszystkim nawet prawo jest po stronie mężczyzn, nawet jeśli ten jest oprawcą i katem kobiety, ona nie może zwyczajnie odejść. Również dlatego, że zwyczajnie nie ma ani dokąd, ani za co.
Powieść, choć czysta fikcja, jest zdecydowanie jedną z pozycji, nad którą nie można przejść obojętnie. Zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń: 16-latka z Maroka popełniła samobójstwo, ponieważ została zmuszona do poślubienia mężczyzny, który ją wcześniej zgwałcił. W krajach muzułmańskich mężczyzna może uniknąć kary więzienia za ten czyn, właśnie jeśli poślubi swoją ofiarę. W tym przypadku ślub „oczyszcza” kobietę z hańby, jaką ją spotkała. Dla mnie jest to totalnie niezrozumiałe i myślę, że nigdy nie będzie. O ile umiem zrozumieć wielożeństwo, jak również swego rodzaju protekcjonizm mężczyzn w pewnych kulturach wynikający z czystej troski o kobiety, o tyle, tego rodzaju zachowanie, a zwłaszcza prawo je aprobujące, nigdy nie zyska w moich oczach aprobaty. Uważam, że książkę warto przeczytać z wielu powodów. Na pewno nie jest lekturą ani łatwą, ani przyjemną, ale na pewno bardzo wartościową. 7/10
niedziela, 4 marca 2012
Książkowa niedziela IX
Tytuł: Call The Midwife: A True Story Of The East End In The 1950sAutor: Jennifer Worth
Wydawnictwo: Phoenix
Data wydania: 06 marca 2008
Call the Midwife autorstwa Jennifer Worth robi obecnie furorę w Wielkiej Brytanii za sprawą mini serialu BBC nakręconego na podstawie książki. Ja sama również sięgnęłam po nią właśnie po obejrzeniu pierwszego odcinka i zarówno książka, jak i serial zawładnęły mną totalnie na kilkanaście dni. Zaledwie kilkanaście, bo książka była rewelacyjna i czytało się ją z prawdziwą przyjemnością, a jaka wiadomo, wszystko co dobre szybko się kończy.
Nie przypuszczałam, że literatura z pogranicza faktu tak bardzo przypadnie mi do gustu. Nie jest to typowe czytadło, z romansem w tle i zdecydowanym happy endem. Jest to bardziej kronika z lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, opisująca codzienne życie biednych ludzi mieszkających w jednej z najpodlejszych w tamtych czasach dzielnicy Londynu. Kronika pisana trochę stronniczo, bo wydarzenia w książce opisywane są przez młodą położną, która wychowywała się w zupełnie innych warunkach. Jak autorka sama przyznaje, nie spodziewała się, że ludzie mogą żyć w takich warunkach, gdzie brud, bieda, ciasnota są na porządku dziennym. Ludzie z londyńskich doków, nie tylko przywykli do takiego życia, oni zwyczajnie nie znają innego. Mężczyźni ciężko pracują fizycznie, kobiety na ogół zajmują się domem i dziećmi. A dzieci zazwyczaj cała gromadka, ściśnięta w maleńkich domach i mieszkaniach, raczej nie może cieszyć się spokojnym, beztroskim dzieciństwem. Od najmłodszych lat, każdy ma swoje obowiązki – a to pomaganie w domu, a to opieka nad młodszym rodzeństwem, a nawet praca na pełną zmianę w przypadku nastolatków. Wydawać by się mogło, że ci ludzie musieli być bardzo nieszczęśliwi. Ale to nie prawda. Żyło się im ciężko, ale dawali sobie radę. Poza tym poczucie przynależności do pewnej społeczności było niesamowicie silne, dodatkowo potęgowane przez odmianę slangową języka angielskiego - cockney, zrozumiałą tylko dla ludzi, którzy wychowali się w na londyńskim East Endzie.
W tym wszystkim grupa sióstr i pielęgniarek położnych, które swoją codzienną pracą służyły tej społeczności. Bezwzględny szacunek i posłuch, nawet od największych zakapiorów w dzielnicy. Cud narodzin, a jednak zwykła codzienność – bo nie można zapominać, ze zarówno prezerwatywy, jak i pigułki antykoncepcyjne nie były wtedy w powszechnym użyciu. Wszystko to składa się na niesamowitą książkę, jedną z tych, które pamięta się bardzo długo – dla mnie tym ważniejszą, że opisującą tę część Londynu, w której zamieszkałam zaraz po przyjeździe do UK. Oczywiście Docklands lat 50. ubiegłego wieku i Docklands teraz to zupełnie dwa różne miejsca, ale czytanie o tych okolicach, które dobrze znam, o ulicach, którymi spacerowałam niemal każdego dnia wywołało dodatkowe wzruszenie. Polecam gorąco – i książkę i serial. 9/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)
